Zielony Ład to mniej ochrony roślin?

Czy Nowy Zielony Ład oznacza mniejszą ochronę roślin – zastanawiają się niektórzy rolnicy, słysząc o ograniczeniach stosowania chemicznych środków ochrony. Tymczasem większość aplikowanych substancji nie trafia tam, gdzie powinna, a więc marnuje się i dostaje się zupełnie niepotrzebnie do środowiska. Chodzi więc o to, by chemia trafiła dokładnie tam, gdzie ma działać. A nie obok.

Temu zadaniu sprzyjają rozwiązania techniczne umożliwiające precyzyjny oprysk, kierowany dokładnie tam, gdzie znajdują się chwasty. Firma John Deere przedstawiła na wczorajszej konferencji online rozwiązania dotyczące precyzyjnego, wręcz punktowego aplikowania herbicydów.

ZOBACZ FOTOGALERIĘ

Najważniejszą sprawą jest jednak wciąż właściwe przygotowanie cieczy roboczej, tzn. mieszanie i kolejność dodawania składników do cieczy roboczej. Najpierw więc dodajemy adiuwanty obniżające pH i twardość wody, następnie makroelementy, później mikroelementy, a na koniec same środki ochrony roślin. Te po winny być dodawane w kolejności zawiesiny (WP, WG, SC), emulsje (EC, EW, SE) a na sam koniec roztwory (SL, SP, SG, OD).

Współczesne opryskiwacze posiadają automatykę pomocną rolnikowi zarówno przy przygotowaniu cieczy roboczej, wymieszaniu jej, a także wypłukaniu opryskiwacza po zabiegu. Należy z niej korzystać.

Ważną sprawą jest utrafienie w okno pogodowe, czyli takie warunki, przy których oprysk będzie nie tylko dopuszczalny, możliwy do wykonania, ale również najskuteczniejszy. To bowiem przeciwdziała marnotrawieniu chemii, daje większą skuteczność i zapobiega uodparnianiu. Jak podkreślono podczas konferencji, ciekawą innowacją jest hydrauliczna regulacja rozstawu kół w opryskiwaczach samojezdnych. Daje to ogromną oszczędność czasu, gdy korzystając z krótkiego okna pogodowego, rolnik wykonuje kilka różnych oprysków, jeden po drugim, na różnych roślinach, mających różnej szerokości rządki.

Technologia wykonania oprysku zaczyna nam umożliwiać wręcz punktową aplikację herbicydów, czyli trafienie dokładnie tam, gdzie występują chwasty. Pomału staje się realnym by opryskiwacz robił to sam, ale to wciąż jeszcze przyszłość. Ta technologia zaczyna być wprowadzana w USA. Dzisiejsze możliwości to unikanie nakładek (podwójnych przejazdów) i niedopryskanych „bród”, co odbywa się poprzez wyłączanie poszczególnych sekcji a nawet poszczególnych dyszy. Sterowane jest to przez komputer połączony z nawigacją satelitarną. Wymaga to utworzenie mapy aplikacyjnej, podobnej jak przy nawożeniu. Podobnie komputer wspomaga równą aplikację środków na jednostce powierzchni, gdy opryskiwacz przemieszcza się po łuku. Gdy zabieg wykonujemy przy dość dużej, współcześnie typowej prędkości, rozbieżności potrafią być spore, więc komputer opryskiwacza stał się już koniecznością, a opryskiwacze niewyposażone w elektronikę pomału przechodzą do muzeum.

AS

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *