Sezon na handel nasionami w pełni

Zbliża się sezon siewu roślin jarych, więc wielu rolników kupuje już materiał siewny. Oczywiście ci najbardziej zapobiegliwi gospodarze mają to już za sobą, a niektórzy będą czekać na ostatnią chwilę. Po ilości ofert na portalach ogłoszeniowych i aukcyjnych jednak już widać, że sezon zakupowy w pełni. Widać również, że szara strefa przeniosła się z targowisk do Internetu.

Gdzie kupujemy materiał siewny?

Więksi rolnicy mogą liczyć na bezpośredni kontakt ze strony firm hodowlanych, mniejsi – muszą pojechać do centrów zaopatrzenia rolnictwa sami. Jednak oferty internetowe są kuszące, a przestudiować je możemy gdziekolwiek jesteśmy i kiedykolwiek chcemy, bez potrzeby umawiania się z przedstawicielem ani wycieczki do sklepu. Jak więc wśród nich odróżnić legalne od nielegalnych?

Większość hodowli roślin, zarówno typowo rolniczych, jak i warzywnych, ogrodniczych, posiada swoje e-sklepy. Zakup materiału siewnego w nim, niczym się nie odróżnia od zakupu w siedzibie firmy, kupujemy od hodowcy, otrzymujemy fakturę, gwarancję, jedyna różnica polega na tym, że towar przywozi nam kurier. Podobne e-sklepy posiadają firmy zaopatrzeniowe legalnie handlujące materiałem siewnym.

Największy polski portal aukcyjny Allegro, który przez wiele lat zdominowany był przez prywatnych sprzedających, od kilku sezonów stał się internetowym marketem, gdzie sprzedawców prywatnych, z których głównie rekrutują się ci, działający poza prawem, praktycznie już nie ma. Normalnie działające firmy, oferujące materiał siewny czy środki ochrony roślin na tej platformie, mają wyeksponowane własne logo, widoczny adres siedziby, sklepu, do którego rolnik równie dobrze mógłby pojechać osobiście, a nierzadko również oznaczenia i certyfikaty wydawane przez instytucje państwowe lub operatora platformy, świadczące o legalności działania. Stosunkowo nietrudno więc odróżnić firmę legalną od „lewej”.

Przypomnieć warto, że już w momencie kliknięcia „kup teraz” zawierana jest transakcja, a w związku z tym jest ona wiążąca dla obu stron i jest łatwa do udowodnienia, bo jest utrwalona na serwerach strony trzeciej (operatora platformy).

Gdzie się ogłaszamy?

Odmiennie wygląda sytuacja na typowo ogłoszeniowych, nie sprzedażowych, serwisach internetowych, takich, na których znajdują się wyłącznie ogłoszenia, a do transakcji dochodzi poza platformą (przez telefon, mejlowo, osobiście). Są to przykładowo olx.pl, sprzedajemy.pl, działy ogłoszeniowe portali lokalnych itp. Cieszą się one dużą popularnością, bo odpowiadają na zapotrzebowanie klientów, by towary kupować szybko i lokalnie. Jednak „szybko i lokalnie” nie zawsze znaczy „legalnie”. Bo choć część wystawionych ofert jest stuprocentowo zgodna z prawem, to ich administratorzy codziennie usuwają setki ogłoszeń łamiących prawo. Warto przede wszystkim popatrzeć, czy sprzedawca podaje nazwę i adres firmy, którą można zweryfikować na stronie PIORiNu, czy jest to anonimowe ogłoszenie z kilkuzdaniowym opisem, wyłącznie z numerem telefonu, nierzadko nawet bez imienia sprzedawcy. Kontaktując się, możemy spytać, czy otrzymamy fakturę lub czy sprzedawca jest rolnikiem czy firmą.

Jak przypomina Agencja Nasienna, jeśli nie jesteśmy uprawnieni do obrotu materiałem siewnym, to już samo wystawienie oferty jest nielegalne. Aby handlować materiałem siewnym, potrzebujemy licencji od właściciela odmiany. Jeśli jej nie posiadamy, wolno nam sprzedawać nasiona na cele nie-siewne, np. paszowe, spożywcze itp. Oczywiście na pytanie: czy to materiał siewny, musimy odpowiedzieć: „nie i basta”. Na szczęście sprzedawca nie odpowiada za to, co z nimi zrobi nabywca, więc jeśli wystawiliśmy i sprzedaliśmy je jako paszowe, a nabywca je posiał, to nie my mamy problem.

Siać czy nie siać?

Jeśli jednak jesteśmy nabywcą, musimy zdawać sobie sprawę, że wysiew takiego materiału jest niezgodny z prawem. Co do zasady – nasiona należy kupować w firmach zajmujących się obrotem materiałem siewnym. Kosztuje to nieco więcej, ale otrzymujemy materiał lepszej jakości, gwarancję i dopłatę do kwalifikowanego materiału siewnego, która częściowo zrównoważy wyższą cenę. Od tej zasady możliwy jest jeden wyjątek, a mianowicie: własne rozmnożenie. Jeśli więc wysiewamy odmianę chronioną z własnego zbioru, jest to legalne, ale obowiązani jesteśmy do odprowadzenia opłaty licencyjnej na rzecz jej hodowcy. Robimy to za pośrednictwem Agencji Nasiennej lub kontaktujemy się bezpośrednio z hodowcą, jeśli nie jest on reprezentowany przez Agencję. Opłaty nie stanowią obciążenia dla rolnika, bo wynoszą kilkanaście złotych od hektara. Jest więc to relatywnie niska cena za spokój sumienia, a przy okazji za świadomość, że dokładamy się do hodowli kolejnych odmian, z których to my przecież w przyszłości będziemy korzystali!

Czy można „zalegalizować” lewe nasiona?

Jeśli już jednak kupiliśmy na targowisku, od sąsiada, albo przez internetowe ogłoszenia materiał niekwalifikowany, a teraz chcielibyśmy, by jednak wszystko dalej już odbywało się legalnie, to czy mamy jakąś furtkę?

Niestety samo odprowadzenie opłaty licencyjnej, takiej jak od siewu z własnego rozmnożenia, nie wystarcza.

Jedyną drogą jest uzyskanie pisemnej zgody od hodowcy na siew nabytych niekwalifikowanych nasion. Co ważne, trzeba to zrobić PRZED siewem, a nie po fakcie. Hodowca wcale nie musi się na to zgodzić, ale zazwyczaj wyraża zgodę. Ma to miejsce w sytuacjach losowych, np. po wymarznięciach, gdy rolnik musi wykonać ponowne zasiewy, a na rynku brakuje kwalifikowanego  materiału siewnego.

Furtką jeszcze jest, oczywiście, wysiew odmian niechronionych. Ale są to stare odmiany, którym pod względem parametrów i plonu daleko do dzisiejszych osiągnięć hodowlanych. Więc jak zwykle coś-za-coś, a za jakość trzeba zapłacić.

Alicja Szczypta

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *