Rodzinny biznes, w którym każdy ma swoją rolę

Gospodarstwo rodziny Rosochackich położone na Dolnym Śląsku prowadzone jest na areale niemal 300 ha wraz z dzierżawami. Na tym obszarze uprawiana jest pszenica, jęczmień, rzepak oraz groch. Gospodarstwo było rozwijane od wielkości kilkunastu hektarów odziedziczonych po rodzicach w 1990 roku i sukcesywnie powiększane. Postępy, jakie w tym czasie stały się udziałem całej rodziny zostały osiągnięte dzięki dobremu planowaniu i ciężkiej pracy.

Początkowo park maszynowy należał do skromniejszych i oparty był na starszych maszynach polskich lub zza południowej granicy. Prawdziwym przełomem w rozwoju gospodarstwa było zakupienie w 2006 ciągnika John Deere 8230 z pomocą PROW. Od tego momentu z roku na rok przybywało nowych maszyn.

Gospodarstwo na tle innych wyróżnia się dużym zaangażowaniem z rodzin obu małżonków.

– Całą prace biurową wykonuje małżonka, dopilnowując wszystkich zobowiązań związanych z płatnościami i księgowością. Obie córki biorą czynny udział w prowadzeniu gospodarstwa. Starsza, Kinga pomaga przy składaniu wniosków o płatności bezpośrednie i w międzyczasie wykonała prawo jazdy na ciągnik i gdy jest taka potrzeba wykonuje z powodzeniem parce polowe. Z kolei młodsza córka, Dorota częściej pomaga wykonując np. zakup części do maszyn lub materiałów budowalnych, czym znacznie nas odciąża. W pracach na gospodarstwie pomagamy solidarnie z bratem. W prace angażuje się również dziadek Zdzisław, który chętnie wspiera nas, prowadząc ciągniki przy pryskaniu, zwożeniu zboza i uprawach. Każdy ma więc swój obszar, za który jest odpowiedzialny i wszystko to dobrze działa – mówi Daniel Rosochacki.

Czas na zmiany…

…nastąpił w 2006 roku, gdy zakupiono wspomniany model 8230 ciągnika John Deere. Kolejne lata to okres unowocześniania parku maszynowego, zwłaszcza że pierwszy ciągnik przez lata pracował bez większych usterek i do dziś stanowi ważną siłę w gospodarstwie. Zaufanie do marki stanowi jeden z ważniejszych czynników przy wyborze nowej maszyny. Dlatego też większość zakupywanych maszyn posiadało na masce logo z charakterystycznym „jelonkiem”. Następną zakupioną maszyną John Deere był opryskiwacz 740 w 2007, w 2009 r. rodzina zdecydowała się na zakup kombajnu T660, a w 2016 r. prasy John Deere 960. Dwa lata później park maszynowy został rozszerzony o ciągnik John Deere 7310R.

– Ciągnik John Deere 7310R wykonuje głównie talerzowanie, gruberowanie i rozsiewanie nawozów. Z kolei John Deere 8230, który jest z nami najdłużej wykonuje przeważnie siew zestawem uprawowo-siewnym i talerzowanie. Obydwa ciągniki podczas żniw zaprzęgnięte są do przyczep, co też pokazuje ich uniwersalność – precyzuje pan Daniel.

Czas na nowy opryskiwacz

Najnowszą maszyną w gospodarstwie stał się właśnie zakupiony opryskiwacz John Deere M962i. decyzję o postawienie akurat na ten sprzęt argumentują w gospodarstwie następująco:

– Opryskiwacz posiada systemy rolnictwa precyzyjnego, takie jak automatyczne sterowanie sekcjami i dawkowanie cieczy mogące być wykorzystywane przy nawożeniu. Ponadto dobrany został system podwójnych dysz z racji zmiennych warunków polowych i możliwości dobrania prędkości do warunków. Kolejnym udogodnieniem jest automatyczne prowadzenie belki za pomocą pięciu czujników, co jest koniecznością przy szerokości 30m i w pagórkowatym terenie. Z racji zasychania resztek środków ochrony roślin w dyszach i konieczności codziennego ich czyszczenia dobrany został system zamkniętej cyrkulacji czystej wody w belce, pozwalający na oczyszczenie belki ze środka ochrony roślin przy zapełnionym opryskiwaczu. Opryskiwacze serii M900 są wyposażane w skrętną oś i jest naszym zdaniem jedyne skuteczne rozwiązanie na pagórkowatym terenie – dodaje Daniel Rosochacki.

Wspomniany opryskiwacz jest standardowo wyposażony w zbiornik o pojemności 6200 l, natomiast zbiornik na wodę do płukania liczy 620 l. Maszyna posiada dwie pompy o wydajności 2 x 280 l/min każda (maksymalnie 250 l/min do belki). Opcjonalne, możliwe jest automatyczne sterowanie przechyleniem i wysokością belki z układem zarządzania narzędziem na uwrociach.

Na tempo pracy bez wątpienia pozytywny wpływ ma szeroka belka – w wariancie podwójnie składanym jej szerokość wynosi aż 24-30 m, a wariancie potrójnie składanym aż do 40 m. W zależności od rodzaju uprawy i innych potrzeb można regulować wysokość belki aż do 200 cm. Dodatkowo opryskiwacz John Deere M962i wyposażony został w opcjonalny wyświetlacz Generacji 4 4240 lub 4640 z ekranem dotykowym, co pozwala poprawić wydajność całego cyklu ochrony upraw – od dokumentacji i napełniania do transportu, oprysku i płukania.

Przydatna aplikacja

Równie ważnym czynnikiem obok wsparcia rodziny jest maksymalnie efektywne wykorzystanie godzin roboczych, zwłaszcza, że w gospodarstwie nie są zatrudnieni dodatkowi pracownicy. Niewątpliwie ważną rolę odgrywa rolnictwo precyzyjne. – Zakupiony w ostatnich latach ciągnik John Deere został wyposażony w system naprowadzania AutoTrac, jest on wykorzystywany praktycznie we wszystkich pracach polowych, począwszy od gruberowania i talerzowania po rozsiew wapna, pomiotu i nawozów granulowanych.Planujemy również zakup rozsiewacza z systemami rolnictwa precyzyjnego, które pozwoli sterować rozrzutem, rozważamy zastosowanie zmiennego dawkowania. Automatyczne naprowadzanie eliminuje nakładki, za czym jednocześnie idzie oszczędność paliwa, czasu, środków ochrony roślin i nasion. Manualne wyłączanie sekcji powoduje znaczne nakładki, ciężkie do wyeliminowania. Zautomatyzowane prowadzenie belki, czy zmienna prędkość pracy opryskiwacza sprawia ze wydajność jest nieporównywalnie większa. Nasze doświadczenia pokazują, że rolnictwo precyzyjne jest wręcz niezbędne do efektywnego prowadzenia gospodarstwa – kontynuuje Daniel Rosochacki.

John Deere, oprac.red.AS

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *