Reklama

Wspólnie można więcej

POM Brodnica po połączeniu z KFMR Krukowiak przeżywa dynamiczny rozwój.


Pokłosiem rozwoju i innowacji są nowe maszyny, w szczególności siewniki i agregaty uprawowo-siewne. Rozmawiamy z Pawłem Bruzdą.

Zacznijmy od tych, mających taką szerokość jaka jest u nas najbardziej lubiana, czyli 3 metry.

Jest to rzeczywiście najbardziej popularna szerokość w Polsce, a z badań, które przeprowadziliśmy, wynika, że inne szerokości 4m, 4,5m są u nas zdecydowanie w mniejszości. A równocześnie na zachodzie są one bardziej rozpowszechnione. Na polski rynek rozwijamy maszyny o takiej szerokości, jak preferują nasi rolnicy. Pierwszym z nich jest Jota Z, czyli siewnik zawieszany, oraz Jota N, czyli przeznaczony do nabudowy. Wersja Z może pracować zarówno solo, jak i w zestawie z różnymi agregatami uprawowymi, tworząc agregat uprawowo-siewny. Dobór agregatu,zębowy, talerzowy czy aktywny, zależy już od rolnika, jego przyzwyczajeń, preferencji, a także ciągnika i gleb, na jakich gospodaruje.

Czy te siewniki, zarówno Jota, jak i pozostałe, szersze, mają jakieś wspólne cechy?

Tak, wspólną cechą wszystkich naszych siewników są redlice dwutalerzowe. Są one w standardzie. Składają się z redlicy rozcinającej i zagarniającej, a rozwiązanie to sprawdza się nie tylko na polach źle uprawionych, ale tam gdzie jest dużo resztek pożniwnych, przy granicach, gdzie są resztki chwastów itp. Redlica talerzowa zawsze w takich warunkach sobie poradzi, a co najważniejsze wysieje ona prawidłowo również w zbyt wilgotną glebę. Nie zawsze jest możliwość przygotowania pola tak, by gleba była pulchna i sypka, czyli jak to mówią starsi „aby się kurzyła”. Często też liczy się czas i każda odrobina wilgoci, więc takie rozwiązanie jest po prostu lepsze.

Bo redlica talerzowa, nawet gdyby nie miała docisku, to i tak zawsze się wetnie w glebę.

Samo wcięcie i położenie ziarna to jedno, a drugą sprawą jest jeszcze przykrycie. I tu redlica talerzowa zagarniająca zawsze sobie z tym poradzi. Za nią zaś idzie kółko dogniatające, które dodatkowo ugniata glebę nad ziarnem. Co bardzo ważne przy wysiewie nasion drobnych, to kółko pomaga trzymać głębokość. Redlica talerzowa ma bardzo duży nacisk, więc jeśli mamy mozaikę glebową, to operator ma problem z ustawieniem jej tak, by wszędzie wysiała na taką samą głębokość. I co istotne, to nierówna głębokość przy zbożach nie stanowi problemu, natomiast przy rzepaku – tak. Kółko odpowiada za dwa tematy: dogniecenie, czyli lepsze podsiąkanie i wschody, oraz utrzymanie głębokości. W efekcie daje to tę samą fazę rozwojową wszystkich roślin na polu, co szczególnie ważne jest przy opryskach. Wspólnym mianownikiem wszystkich naszych maszyn jest także skrzynia bezstopniowa, bardzo dokładna, gdzie operator na czytelnej skali według załączonej tabeli dźwignią ustawia ilość wysiewu.

Do jakiej minimalnej normy wysiewu jesteśmy w stanie zejść?

Minimalnie 2.5 kg w przypadku rzepaku. Pamiętajmy jednak, żeby zawsze wykonać próbę kręconą, a nie ufać w ciemno tabelkom. Rzeczywista ilość wysiewu zależy przecież od struktury, ciężaru poszczególnych nasion itp., więc ustawienia często trzeba minimalnie skorygować w stosunku do tabeli.

Choć znacznie częściej zdarza się przecież, że na próbie wyszło tak, a na polu zupełnie inaczej...

Rzeczywiście częste zjawisko, dlatego podpowiem że najlepszą próbę kręconą robi się na polu, a nie na podwórku. Po prostu zakładamy rynienki, jedziemy po polu, a pomocnik patrzy na ilość obrotów. Wtedy robimy pomiar z rzeczywistym, a nie oszacowanym uślizgiem koła. Wówczas powinno nam wyjść prawie idealnie.

Zajrzyjmy do skrzyni nasiennej, bo tu kryje się inny detal, przez który wynik próby kręconej często nie zgadza się z rzeczywistym wysiewem, zwłaszcza gdy siejemy na pagórkowatym terenie, mamy małą ilość lub końcówkę ziarna. Wylot ziarna na aparaty wysiewające często jest z boku skrzyni, a nawet jeśli jest od spodu, to pomiędzy aparatami i tak pozostaje płaska przestrzeń w jej dnie, z której materiał nie zsypuje się tak jak powinien.

Zgadza się, zwłaszcza w przypadku rzepaku, gdzie nasion nie ma w skrzyni dużo, co skutkuje dodatkowym zafałszowaniem próby kręconej, gdy np. nie wszystkie aparaty wysiewające są zasypane. Rzeczywiście wiele siewników na dnie skrzyni ma pomiędzy aparatami wysiewającymi płaską powierzchnię, ale nasze siewniki mają w tym miejscu wyprofilowane „daszki”, które powodują, że ziarno musi zsunąć się albo na lewo, albo na prawo, w efekcie trafiając na któryś aparat.

Niektórzy takie „daszki” dorabiają sami.

W naszych starych siewnikach to rozwiązanie było jako opcja, a w nowych – mamy to jako standard. Najgorsza bowiem jest końcówka ziarna, gdy nasiona zawieszają się pomiędzy, nie trafiając do wysiewu. Taki plastikowy „daszek” zapobiega zatrzymywaniu się nasion pomiędzy aparatami wysiewającymi. Inni tego nie montują. My natomiast myślimy tak: dla firmy to koszt niewielki, a dla rolnika pomoc ogromna.

Obok nas stoi siewnik - na oko dwukrotnie szerszy – a takich już się zbyt często u nas nie widuje.

To siewnik 6-metrowy, który jest rozwiązaniem dla rolników wielkoobszarowych oraz naszych sąsiadów ze wschodu. Pojemność skrzyni nasiennej to 1500 litrów, a pojemnika na nawóz 1100l. Tu zastosowaliśmy system duplo, gdzie obok redlic jest aparat podsiewający nawóz. To siewnik dla bardzo wymagającego rolnika, któremu zależy na czasie. Co warte podkreślenia – ze względu na swoją masę wynoszącą ponad 3t, jest to maszyna ciągnięta, a nie zawieszana. Dodam tylko, że nasz prezes ma wizję siewników jeszcze szerszych: 9 i 12-metrowych, ale to już zdecydowanie oferta eksportowa.

Rozmawiała Alicja Szczypta.

-3°C

Warszawa

Pochmurnie

Wilgotność: 77%

Wiatr: 27.36 km/h

  • 03 Sty 2019 0°C -4°C
  • 04 Sty 2019 0°C -6°C
Banner 468 x 60 px